Pogrzeb (2021)

 

Ktoś powiedział, że miłość i śmierć idą w parze. Że kiedy ktoś umiera, pozostali przy życiu doznają wzmożonej potrzebę seksu. Dlatego masowemu umieraniu, na przykład podczas wojny, towarzyszą orgie: spanie gdzie popadnie i z kim popadnie byle zaspokoić żądze, byle poczuć namiastkę miłości i byle zachować geny dla potomności, także gwałty przybierają charakter masowy.

Wojny ani gwałtów w tej historii nie będzie. Nie będzie przemocy. I tylko jedna śmierć, ze starości. Tak, starość i młodość też jakoś się uzupełniają. Wujek Robert miał osiemdziesiąt lat, z okładem, a Oliwka szesnaście. Szalona Oliwia. No, może nie szalona, bo na ogół skromna, mądra i ostrożna. Tylko raz dała się porwać instynktom. A ja miałem szczęście, że znalazłem się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Coś na zasadzie ślepej kury, a raczej koguta, której się trafi ziarnko.

Nie chciało mi się tam jechać. Gnać dwieście kilometrów, spędzić trzy noce poza domem, tylko po to żeby zawieźć babcię na pogrzeb jakiegoś wujka, którego widziałem być może ze dwa razy w życiu. Ale ktoś musiał zawieźć babcię. Wcześniej szoferem był ojciec, ale i on odszedł z tego świata. Tym zmarłym wujkiem był brat babci, jeden z dziewięciorga rodzeństwa. Nie mogłem odmówić.

Opłakiwanie zmarłego przerosło wszelkie najgorsze oczekiwania. Trup ubrany w garnitur i czarne buty, z jakimś obrazkiem wciśniętym w złączone dłonie, leżał na łóżku wysuniętym na środek pokoju. Na krzesłach ustawionych w rząd pod dwiema ścianami siedziały stare kobiety i bez ustanku lamentowały. Śpiewały jakieś monotonne religijne pieśni, głosami przypominającymi skrzypienie zardzewiałych zawiasów i rozpruwanie pościeli. Nie do wytrzymania. Jena z nich trzymała w ręku zeszyt, zapewne ze słowami tych pieśni, ale nie zaglądała do niego. Zdało mi się, że miała zamknięte oczy, ale w półmroku — mimo że było słoneczne południe w środku czerwca, grube zasłony nie przepuszczały wiele światła do środka — i przez grube okulary starej kantorki, trudno było poznać. Jak na złość moja babcie doskonale się odnalazła w tym towarzystwie. Usiadła na wolnym krześle i momentalnie włączyła się do chóru. Bez śpiewnika. Domyśliłem się, że zna teksty oraz cały rytuał z dzieciństwa. Dla mnie ten pochówkowy proceder okazał się absolutnie obcy.

Też usiadłem, nie wiedząc, co robić. No i z uprzejmości. Stukając nogą w krzesło — nie wiem, czy akurat wtedy stukałem, ale taki mam odruch; czasami ktoś zwróci uwagę i wtedy wiem, że stukam, ale w większości przypadków robię to nieświadomie — czekałem na rozwój wypadków.

Właściwie nie zdążyłem się znudzić, jak w drzwiach pojawiła się Oliwia z matką. Spotkałem je tego dnia już wcześniej, ale tylko tyle żeby się przywitać. Wiedziałem tylko, że Oliwia była mocno przywiązana do pradziadka. Jego śmierć mocno ją dotknęła.

Matka i córka, obie ubrane żałobnie. Czarna sukienka, chusta z czarnej wełny żeby zakryć ramiona i plecy, czarne rajstopy u Justyny, czarne leginsy u Oliwii, czarne wstążki we włosach. Na tle geriatrii zawodzącej smętne litanie Justyna mogła uchodzić za liceum. Ogólnie szczupła, niezbyt wysoka, z charakteru, przynajmniej przy pobieżnym poznaniu, i ze sposobu chodzenia choleryczka, miała figurę nastolatki. W każdym razie, patrząc z oddali, w mroku i od strony pleców, łatwo się pomylić. Mnie wystarczyło wtedy spojrzeć na jej łydki i już poczułem mrowienie w wiadomej części ciała. Ciotka — byliśmy na ty, ale wewnętrznie myślałem o niej nie jak o osobie z mojego poziomu na drzewie genealogicznym lecz jak o kimś ze starszego pokolenia — miała tylko jedną wadę rzutującą fatalnie na urodę: paliła. A ja nie znoszę ani smrodu papierosów, ani wyschniętej skóry, ani chropowatego brzmienia odymionych strun głosowych. Chociaż z braku laku można by i ją chrupnąć. Ale bez entuzjazmu.

Co innego Oliwia. Prawdziwy zefir młodości. Zupełnie nie pasowała do mrocznej trupiarni. Zerknąłem na drzwi, jakby oczekując reszty rodzeństwa: dziewiętnastoletniej siostry Oliwii, o której tylko kątem ucha wyłowiłem, że była w jakiejś sprawie u swojego chłopaka, oraz ich starszego brata — jak odniosłem wrażenie, niezbyt elokwentnego, niestroniącego od alkoholu, murowanego kandydata na starego kawalera. Nikt z nich się nie pojawił. Jak tylko Oliwia znalazła się obok mnie, nie mogłem zdzierżyć. Pociągnąłem ją za rękaw i kiwnięciem głowy poprosiłem, by wyszła ze mną na korytarz. W innych okolicznościach oczywiście nie pozwoliłbym sobie na takie spoufalanie wobec dopiero co poznanej dziewczyny. W dodatku o wiele młodszej. — Jej siostrę pamiętałem jak przez mgłę z jakiegoś wesela, ale Oliwia była dla mnie absolutnie nowym odkryciem. — Ale na co miałem czekać? Jak już wspomniałem, śmierć w przedziwny sposób niweluje nieśmiałość.

— Głupia sprawa. Muszę skorzystać z ubikacji, a nie wiem, gdzie jest — powiedziałem przesadnie konspiracyjnym tonem, jak wyszliśmy na korytarz. — W ogóle nie znam tego domu. Pokażesz mi?

Pogrążona w żałobie nastolatka, z kruczoczarnymi długimi włosami, jakby specjalnie na zamówienie, pasujące idealnie do czarnego outfitu, popatrzyła na mnie jak na jakiegoś klowna i wybuchła śmiechem.

— Pokażę.

Od razu przeszło mi przez myśl, że mogłaby mi pokazać siebie, ale nie wyraziłem tego życzenia na głos.

— Oprowadzisz mnie po domu?

— No jasne. Nie byłeś tu nigdy?

— Może kiedyś z piętnaście lat temu.

— Aha. — Zaśmiała się znowu. — To mnie jeszcze na świecie nie było.

Aż mi zaschło w gardle, jak to usłyszałem. Czyżbym źle policzył lata? Oczywiście nie liczyłem jeszcze na flirt z tą daleką kuzynką, ani tym bardziej o niczym więcej niż flirtowanie. Ale skoro już pomyślałem o niej jak o obiekcie seksualnym, to głupio by było, gdyby się okazała dzieckiem. Takim, jak to się mówi, co prokurator trzyma pod kluczem w klatce.

— Wyglądasz na trochę więcej.

— Tak? A na ile?

— Osiemnaście i parę miesięcy. — Zgodnie z zasadami skutecznego flirtowania z jakiegoś kiepskiego portalu kobiety należy komplementować, starszym odejmując trochę wieku, a młodszym dodając.

Tymczasem doszliśmy do ubikacji.

Nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś wyrywał dziewczynę na numer z kiblem. Trzeba przyznać, że pod względem obciachu bywam oryginalny.

— Taka stara jeszcze nie jestem. Poczekać na ciebie?

— Tak. Będę wdzięczny.

Nie wiedziałem, czy śmiać się, czy szydzić z mojej pomysłowości. Mniej seksualnego kontekstu niż kibel trudno sobie wyobrazić. Ale jednak cieszyłem się też, że będę miał damskie towarzystwo. Przez kilka minut, ale z nadzieją że tych minut uzbiera się więcej. Nadzieja to podstawa.

— Ja też muszę się wysikać — oświadczyła Oliwka konspiracyjnym szeptem, jak tylko zwolniłem toaletę. — Poczekasz na mnie?

— Jasne.

Odprowadziłem ją wzrokiem. Z tyłu była bardzo podobna do matki. Talia osy, tyłek jak wyrośnięta nektarynka, zgrabne nogi. Pamiętam, że zwróciłem uwagę na buty. Na nieco zbyt wysokie obcasy. Chyba wtedy właśnie sobie uświadomiłem, że jest niska. Metr sześćdziesiąt w podskokach. Tak jak moja niedoszła narzeczona — zerwaliśmy z powodu nieporozumień odnośnie zaręczyn. Z niepełnoletnią Oliwką o żadnych zaręczynach nawet nie byłoby mowy. Więc może związek by się okazał trwalszy?

Oliwka oprowadziła mnie po wszystkich pomieszczeniach, od strychu do piwnicy. Czuła się w starym domu pradziadka jak u siebie. Znała wszystkie kąty.

W pewnym momencie pozwoliłem sobie na eksperyment. Stojąc za Oliwką, poufale położyłem rękę na jej ramieniu. Potem, przepuszczając w drzwiach, przesunąłem rękami po talii. Nie zaprotestowała i nie uciekła potem pod byle pretekstem. A mnie się w żyłach krew gotowała od tych bądź co bądź ryzykownych posunięć.

— Byłaś bardzo związana z pradziadkiem? — Nie mogłem nie zapytać. Czysto po ludzku wypadało jakoś okazać wsparcie.

— Aha. Zawsze miał dla mnie dużo czasu i cierpliwość.

— Wiem coś o tym. Będziesz się z nim jeszcze długo żegnać. Na pewno nie dwa dni. — Pochówek miał odbyć się trzeciego dnia, licząc od naszego przyjazdu. — Raczej rok. Na pewno nie mniej niż pół roku. Wiesz w ogóle, jaki jest plan opłakiwania? Nigdy nie byłem na pogrzebie na wsi. I gdzie będziemy spać z moją babcią?

Dla Oliwii też nie wszystko było oczywiste. Rytuał po prostu dział się. Nikt nie kierował, nikt nie tłumaczył. Babcie zapaliły świecę, bo zawsze zapalano, włożyły do trumny czapkę i parę innych osobistych przedmiotów, bo zawsze wkładano, śpiewały litanie te same co śpiewano sto lat temu. A nawet jeśli śpiewano kiedyś inne, nikt niczego nie poddawał w wątpliwość. Było tradycyjnie.

Oliwka wiedziała jednak, gdzie zostaniemy przenocowani.

— Pokazać ci?

— No jasne, jeśli możesz.

— Mogę.

Nie mówiąc nikomu, poszliśmy do drugiego domu. Niedaleko. Tylko trzysta metrów wzdłuż wąskiej ulicy prowadzącej przez pola. Po drodze mogliśmy rozmawiać o życiu i przemijaniu. Powiedziałem Oliwce o moim oswajaniu się ze śmiercią bliskiej osoby.

— Też straciłem dziadka, a rok temu ojca. Wiem, co to znaczy. Chciałaś o coś zapytać, odłożyłaś na potem i już nie zapytasz. Pokłóciłaś się o coś, nie umiałaś przekonać do swoich racji, teraz masz już argument, którego ci wtedy zabrakło, ale już niczego nie udowodnisz. Chciałabyś przedstawić dziadkowi swojego nowego chłopaka, i też nie przedstawisz.

— Nie mam chłopaka — odpowiedziała Oliwka. I nasze dłonie się spotkały. — Fajnie się z tobą rozmawia. Zupełnie nie czuć różnicy wieku.

Zaskoczyła mnie tym stwierdzeniem. Bardzo miło połaskotała moje ego. Spojrzałem w jej piwne oczy i zobaczywszy tęskny błysk w źrenicach, wiedziałem już, że skradnę jej soczystego całusa. Nie od razu, potem, ale że na pewno się uda.

Zresztą rzecz szła wcale nie tylko o całowanie. Stawką była przyjaźń, bliskość. Oliwka w swojej niefunkcjonalnej rodzinie czuła się samotną, ja czułem się jak kosmonauta na obcej planecie i życiowy rozbitek. Drugi człowiek był nam obojgu potrzebny jak powietrze. W sumie zawsze o to chodzi. Seks dostaje się jako gratisowy element. Albo nie dostaje.

— Chyba będziemy się lubić — odpowiedziałem, ściskając jej dłoń w swojej dłoni. Po ubu stronach ulicy na polach dojrzewały jakieś zboża. — To jęczmień, czy żyto? — Miastowemu nie wstyd zadawać tak prostych pytań.

— Pszenica. Wujek Bronek — Nie wiem, kto to dokładnie. Ale imię utknęło mi w pamięci, bo skojarzyło się z byłym prezydentem. — jak zawsze przedobrzył z nawozem. Dlatego jest taka wysoka.

— Jak ściana — zauważyłem wesoło. — Dobrze zasłania ulicę.

— No, tak. Nie pomyślałam o tym.

— Możecie się tu całować z chłopakami i nikt z domu nie zauważy. — Mówi się, że głodnemu chleb na myśli. Ale co w tym złego, sygnalizować, jakie myśli kłębią się w głowie?

— Już ci mówiłam, że nie mam chłopaka. — Zwolniliśmy kroku. Oboje jednocześnie. Mimowolnie. Chyba podświadomie pragnąc przedłużyć tamtą chwilę. Chwilę pełną napięcia,  niewysłowionego, skrywanego nawet. Aż stanęliśmy w miejscu.

— Tak, pamiętam. Ale coś mi się zdaje, że powinniśmy się teraz przytulić. Żeby uczcić, że się poznaliśmy. I że się lubimy.

— Możemy — odpowiedziała skromnie, po chwili namysłu.

Przycisnąłem ją mocno do siebie. A kończąc przytulenie, złożyłem na jej policzku długi mokry pocałunek. Jako reklamę całowania w usta.

— A ty masz dziewczynę? — spytała nieśmiało, z trudną do ukrycia troską w głosie.

— Jestem sam prawie od roku. — W rzeczywistości koniec związku oficjalnie nastąpił tylko miesiąc wcześniej. Ale uznałem, że prawie rok będzie brzmieć bardziej poważnie niż miesiąc, bardziej nieodwracalnie. No i czy zawsze trzeba być super dokładnym? Chyba nie warto.

Poszliśmy dalej, kontynuując rozmowę o pogrzebach. Ale po kilku zdaniach, kiedy dom Oliwki wyłonił się zza zboża, jeszcze raz na chwilę zmieniłem temat:

— Wiesz co? Nawet jak bym miał dziewczynę, to bym ci powiedział, że mi się podobasz. — Oliwka zrobiła wielkie oczy. — Na ucho, żeby nikt inny nie usłyszał.

Powiedziawszy A, nie miałem już wyboru, musiałem powiedzieć też B. Przystanąłem.

— Daj ucho... Jesteś super dziewczyną. I ładną, i mądrą, i miłą. Cieszę się, że cię poznałem.

Oparła się o mnie rękami, na chwilę. Po czym odskoczyła na pół kroku i nerwowo obejrzała za siebie i na boki, szczególnie uważnie patrząc w kierunku swojego domu.

— Ja też — odpowiedziała w końcu szeptem.

— Mamy jeszcze drugi policzek do pocałowania. — Zaryzykowałem powiedzenie na głos tego, o czym Oliwka na pewno myślała po cichu. — Ale zostawimy to na później, jak będziemy w bardziej dyskretnym miejscu. Dobrze?

— Okey.

Nie powiem, że było mi obojętne, do czego doprowadzi i jak bardzo boleśnie skończy się ta zabawa. Wręcz przeciwnie, wykraczanie poza granice moralne wyznaczone przez społeczeństwo dla kontaktów damsko-męskich było źródłem dodatkowej podniety. Chyba każdy kiedyś marzył skrycie o złamaniu jakiegoś tabu. Tylko albo nie miał wystarczająco dobrej okazji, albo odwagi. A ja właśnie dostałem zapowiedź, że okazja się nadarzy i że Oliwka raczej nie zaprotestuje. Jedyne, czym się martwiłem, to to, że może mi zabraknąć determinacji.

Okazało się, że spać miałem w pokoju Oliwki. Moja babcia w gościnnym.

— A ty gdzie będziesz spała? — zapytałem, wizytując pokój.

— U siostry na kanapie.

— Aha. Wiesz co? Szczerze mówiąc, wolałbym, gdybyś mnie nie zostawiała samego na noc

Oliwka zareagowała śmiechem. Ale nie śmiechem beztroskim, raczej takim, który maskuje proces myślowy odbywający się w tle, jak w komputerze rozwiązującym złożone zadanie podczas gdy na ekranie wyświetla się jakiś prosty ruchomy obrazek.

— Nie mam drugiego łóżka, a to jest za małe dla dwóch osób — odpowiedziała półgłosem.

— Zmieścimy się. — Objąłem ją ramieniem.

— Jesteś pewien? — odpowiedziała pół żartem. Taka młoda, a taka chętna flirtować ze starszym kuzynem.

— Oczywiście. Będziemy musieli tylko trochę się przytulić i wsunąć między nogi.

Zachichotała jeszcze raz, cicho.

Dopiero po jakimś czasie wymyśliła odpowiedź:

— Moglibyśmy sobie spokojnie porozmawiać. Fajnie, że cały czas mamy sobie coś do powiedzenia.

— Bardzo fajnie. — Musnąłem ją ustami w ucho. — Czyżby się zdarzyło, że jak chodziłaś z chłopakiem, zabrakło wam tematów do rozmowy?

— Aha.

— To kwestia wieku. — Dotknąłem jej ucha jeszcze raz.

— Mojego wieku?

— Wieku twojego chłopaka.

— Nie mam chłopaka. — Zachichotała cicho.

— Bo był w nieodpowiednim wieku — podsumowałem i musnąłem wargami policzek, tuż pod uchem.

To prawda, że cały czas mieliśmy temat do rozmowy. Ale najciekawszy był ten, który skłaniał nas do milczenia. Oliwka, w odpowiedzi na kolejny nieśmiały pocałunek, oparła się o mnie ramionami.

— To nie ten policzek — szepnęła po chwili. — Miałeś mnie pocałować z drugiej strony.

Jak się odsunąłem, żeby móc spojrzeć jej w oczy i pocałować bardziej namiętnie, stanęła na palcach i znienacka cmoknęła mnie w policzek. Głośno, aż mi zadźwięczało w uchu. Na tym się przerwały nasze flirty w jej pokoju.

Dzień się jednak jeszcze nie kończył. Wracając do domu pradziadka, zatrzymaliśmy się w połowie drogi. Tam, gdzie poprzednio. Powiedziałem, że chcę ją pocałować.

— Okey. W drugi policzek?

Potwierdziłem, z szelmowskim uśmiechem mówiącym wprost, że kłamię. I pocałowałem Oliwkę w usta. Długo, mokro, namiętnie. Trzymając z całej siły w talii, nie pozwoliłem jej uwolnić się z uścisku, aż nie odwzajemni pocałunku.

— Nie umiem się całować — powiedziała, oddychając ciężko, wyraźnie przejęta.

— Jesteś bardzo skromna.

— Wcale nie. — Uśmiechnęła się chytrze.

— A jednak. — Pocałowałem ją jeszcze raz w usta. Tym razem nie zmuszając do odwzajemnienia pocałunku. Zmuszanie nie było już konieczne. Po czym podałem jej rękę na znak, że pora znów przerwać amory i iść dalej, gdzie być może już zauważono naszą nieobecność.

Zebraliśmy wtedy wystarczająco dużo wrażeń, żeby mieć o czym milczeć przez długie godziny.

W drzwiach zatrzymałem ją jeszcze raz, chwytając za rękę.

— Spotkamy się jeszcze dzisiaj, tylko we dwoje?

— Aha — odpowiedziała, energicznie kiwając głową.

Puściłem ją przodem, żeby na koniec spaceru ucieszyć jeszcze oczy widokiem kołyszących się bioder. Wyobraziłem sobie, że następnym razem pomasuję tę zgrabną, młodą pupę.

Przez resztę dnia aż do wieczora nie działo się nic ciekawego. Spotkałem Weronikę, siostrę Oliwki. Przypomniała mi, że tańczyliśmy na jakimś weselu pięć lat wcześniej. Wtedy myślałem, że jest jej to obojętne, a się okazało, że miała miłe wspomnienia. Właściwie nie ma co ukrywać, fajna była. Wtedy jeszcze nie malowała rzęs i nie miała faceta. Zerkając kątem oka odniosłem wrażenie, że Oliwka zazdrości siostrze. Ale możliwe, że mi się tylko zdało. Miałem jakąś kurtuazyjną rozmowę z Justyną. W końcu miałem spać w jej domu. Przywitałem się z jeszcze jakimiś ludźmi. Dowiedziałem się, że z rodzeństwa babci żyły jeszcze dwie osoby. Z nikim jednak nie znalazłem wspólnego języka, jak z Oliwką. Ale się nie starałem. Odpowiadała mi rola przezroczystego powietrza. Myślałem o obietnicy Oliwki, że jeszcze się spotkamy. Coraz bardziej wątpiąc, że się spełni.

A jednak. Kiedy już zupełnie porzuciłem nadzieję, Oliwka zjawiła się w moim pokoju. To znaczy w jej pokoju, który tymczasowo przypadł mi w udziale.

— Można? — Weszła najciszej, jak umiała, bez pukania.

Stanąłem jak wryty. W samych bokserkach. Niespecjalnie wybrała ten moment oczywiście. Tak się tylko złożyło, że się akurat rozbierałem do spania. Oliwka równie zaskoczona jak ja stała przede mną w piżamie, w granatowej haleczce.

— No pewnie, wchodź! — odpowiedziałem szeptem, ledwie dobierając słowa. I zamiast na dziewczynę zerkając na swoje bokserki, jakby to miało zmniejszyć moje, z każdą sekundą coraz bardziej widoczne, podniecenie.

Ostrożnie zamknęła drzwi na klamkę.

— Już się kładziesz? — spytała niepewnie.

— Tak. Przyszłaś sprawdzić, czy się zmieścimy razem?

— Nie. — Przygryzła wargę. — Tylko się umówiliśmy, że dzisiaj jeszcze porozmawiamy. Pamiętasz?

— Jasne, że pamiętam.— Podszedłem do niej. Wziąłem za rękę. — O takich umówieniach się nie zapomina. Chodź. Usiądziemy. Będzie wygodniej.

No i usiedliśmy na jej łóżku, ocierając się kolanami i łokciami, i nie wiedząc, co dalej. Tylko mój kumpel w bokserkach niczym się nie przejmował. Ani mózg czy tam rdzeń przedłużony, cokolwiek w układzie nerwowym zarządza erekcją.

— Ile mamy czasu? — zapytałem po dłuższej chwili niezamierzonego milczenia.

— Hm. — Wzruszyła ramionami. — Nie wiem.

— Co na to twoja siostra? Wie, że tu jesteś?

— E-e. — Oliwka pokręciła głową.

— Będzie na ciebie czekać.

— E-e. — Znowu pokręciła głową, zerkając na mnie pytająco. — Nie ma jej w domu. Pojechała do swojego chłopaka.

Niby nic w tym niezwykłego. Ale i tak byłem zaskoczony.

— Twoja mama wie o tym? Pozwala jej nocować u kolegi?

— No.

— Wychodzi na to, że Weronika zostawiła ci swój pokój, a ty zamiast skorzystać, przyszłaś do mnie. — Nie mogłem jeszcze uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. — A wiesz, że nie dam ci usnąć?

— Chyba tak. Ale sam chciałeś ze mną porozmawiać.

— I całować — odpowiedziałem zuchwale. — Który nam został policzek?

Oliwka wskazała na prawy.

Policzek, szyja, za uchem, szyja, policzek, usta, utrata równowagi. Oliwka opadła plecami na łóżko. Ja na Oliwkę.

— Ha ha!

— Chodź, okryjemy się kołdrą.

Pocałowaliśmy się jeszcze raz. Posplataliśmy nogi. Moje prawe kolano znalazło się między udami Oliwki. Podciągnąłem nogę do góry, przycisnąłem do łona dziewczyny. O, jak tam było gorąco!

Rozumieliśmy się i zgadzaliśmy w zasadzie bez słów. Oboje łamaliśmy tabu. Ja się bałem i ona się bała. Ja chciałem i ona chciała.

W pewnej chwili przestała uścisk jej ud na moje udo napierające na jej łono nagle zelżał. Powiedziała, że ma wyrzuty sumienia, że poszła do domu zamiast wziąć udział choć w nocnym czuwaniu przy zwłokach pradziadka.

Odpowiedziałem ze szczerego serca i jednocześnie zgodnie z moim własnym najgorzej pojętym egoistycznym interesem:

— Najlepsza rzecz, jaką możesz teraz zrobić, to kochać się z kimś, kogo naprawdę lubisz, i kto ciebie lubi. Twój pradziadek na pewno by nie chciał, żebyś rezygnowała z miłości dla lamentów, które niczego nie zmienią. Ważne, żebyś była szczęśliwa. Tylko wtedy lepiej zniesiesz brak pradziadka i jeszcze będziesz umiała pocieszyć innych. Miłość jest dobra.

— Kochać się? — Oliwka powtórzyła tylko ten czasownik, jak gdyby na nim przerwała mnie słuchać. Powtórzyła z pewnym niedowierzaniem.

— Aha, kochać. — Odszukałem pod kołdrą jej prawą dłoń i poprowadziłem, wsunąłem pod bokserki. Kiedy dotknęła mojego nadętego przyjaciela, jej oddech momentalnie przyspieszył. — Kochać, wymieniać uczucia i płyny fizjologiczne.

— Nie wiem, czy powinniśmy.


— Nie powinniśmy, ale możemy.

Zaczęła mnie masować, nie spuszczając uważnego wzroku z mojej twarzy.

— Tak może być? Nigdy tego nie robiłam.

— Zdejmij trochę garderoby.

— Co zdjąć?

— To. — Wsunąłem palce obu rąk pod gumkę majtek Oliwki.

— Na pewno?

— Tak. Nie będą nam potrzebne.

W najśmielszych snach bym nie liczył, że pójdzie z nią tak łatwo. A jednak. Oliwka została w samej haleczce. Klęcząc między jej udami, pochyliłem się nad nią, całkiem goły.

— Co teraz? — szepnęła trochę niepewnie, trochę zadziornie. — Kacper, przez te ściany u nas w domu wszystko słychać.

Powoli opuściłem tułów, opierając się już nie na dłoniach, a na łokciach i przedramionach. Pocałowałem Oliwkę w szyję.

— Co słychać przez ściany?

Powiedziała mi, jak dobrych kilka lat wcześniej słyszała trzeszczenie łóżka i tłumione śmiechy swojej siostry, kiedy przyszedł do niej kolega i się zasiedział do wieczora.

— Potem były jęki — zakończyła wspomnienia, przesuwając dłońmi po moich plecach.

— Długo to trwało?

— Nie. Dosłownie chwilę. Ale i tak było wiadomo, co robili.

— Ile Weronika mogła mieć lat wtedy?

— Piętnaście, szesnaście. Tak jakoś mniej więcej. — Wyszło na to, że oliwka miała przejść inicjację w tym samym wieku, co jej starsza siostra.

— To był ten sam chłopak, z którym jest teraz? — dopytałem, krążąc biodrami nad biodrami Oliwki i ocierając się swoim przyjacielem o jej wilgotne, ciepłe łono.

— Inny — odpowiedziała, chichocząc.

— Ale nas nikt nie podsłucha?

— My nie będziemy głośno.

Nie miałem więcej pytań. To znaczy, nie odważyłem się o nic więcej pytać. Na przykład o to, w której fazie cyklu był układ rozrodczy Oliwki. Przed, czy po owulacji. Czasami lepiej nie pytać, kiedy się nie ma pewności co do odpowiedzi.

Wszedłem bez dalszych zapowiedzi. Ledwo powstrzymując wytrysk. Oliwka wrzasnęła, ale nie z bólu, czy żeby zaprotestować, tylko dlatego, że była zaskoczona tym nagłym wtargnięciem wgłąb ciała. O tym, że nie użyliśmy prezerwatywy, przypomniała sobie bardzo poniewczasie. Odpowiedziałem standardowo:

— Uważam, Oliwko.

Nie skłamałem: uważałem jak najbardziej, żeby nie skończyć za wcześnie. A już tym, że łóżko nie było bezdźwięczne, że jakieś odgłosy mogły dotrzeć do uszu brata Oliwki, mieszkającego na tym samym piętrze, i dać staremu kawalerowi do myślenia, starałem się nie zaprzątać sobie głowy. Opory moralne też wyłączyłem. W myśl zasady, że w kochaniu liczy się kochanie, a nie troska ani inne, skądinąd szlachetne, pierdoły.

Przyspieszałem i zwalniałem na przemian, przenosząc ciężar ciała to na lewą, to na prawą stronę. Oliwka wiła się pode mną, dysząc głośno, oddychając łapczywie szeroko otwartą buzią, z podniesionymi nogami i ramionami zgiętymi w kolanach i łokciach, jak żaba. Cała spocona, mokra. Momentami, ale dopiero po jakimś czasie, jak jej ciało przywykło do penetracji, czułem, jak ściska mnie w sobie.

Wyładowałem w niej wszystkie swoje frustracje ostaniach miesięcy. I odebrałem zasłużoną nagrodę za dobre uczynki, jakimi niewątpliwie były przywiezienie babci na pogrzeb brata i dostarczenie przyjaznego towarzystwa nastolatce dotkniętej śmiercią ukochanego pradziadka.

Na koniec położyłem się obok niej, ledwo dysząc, zostawiwszy tylko kolano między jej udami. Oliwka zamknęła oczy. Oddaliśmy się czułemu milczeniu.

Odezwała się po... Nie wiem, jak długo trwało to nasze leżenie. Może po minucie, a może dopiero po półgodzinie.

— Dziwne uczucie.

— Jakie?

— Cały czas właściwe. Teraz mam taką nieprzyjemną pustkę, jak ze mnie wyszedłeś. A wcześniej... — Uśmiechnęła się. — Nie wiem, jak to powiedzieć.

— Pierwszy raz musi być dziwny. Pamiętasz, jak pierwszy raz jechałaś na rowerze, albo pływałaś?

— To nie to samo. Nie umiem pływać.

— Nauczę cię. To proste jak seks. Trzeba tylko się położyć na brzuchu.

— Jestem cała mokra. Wylewa się ze mnie. Nie wierzę, że to zrobiliśmy.

— Ja też. — Położyłem rękę na jej piersi. Pierwszy raz.

Dziwne, że wcześniej nie pomacałem, ale sprawy toczyły się tak szybko, że nie było kiedy. Miałem inne priorytety. Nie zdążyłem nawet poprosić o zdjęcie halki.

Prawie nie poczułem biustu. Sutek udało mi się wymacać, ale poza tym Oliwka okazała się zupełnie płaska. Zrobiło mi się głupio, że targnąłem się na cnotę jeszcze dziewczynki. Ale nie dałem jej tego poznać. Wsunąłem rękę pod halkę, od dołu. I sięgnąłem do piersi jeszcze raz, żeby tym razem już bezpośrednio dokładniej ją ścisnąć i poczuć. Coś tam jednak miała.

Oliwka spięła wszystkie mięśnie. Westchnęła głośno.

— I jak? Bywały większe? — Nieśmiało przyznała się, że nie uważa swojego ciała za ideał piękna. I że może się krępować.

Lepiej mi było nie kłamać.

— Bywały — odpowiedziałem zgodnie z prawdą. — Ale ty jesteś piękna.

Na dowód tego zacząłem miętosić biust i pocałowałem w usta.

Umyliśmy się, oddzielnie. Zmieniliśmy pościel na suchą, tę przygotowaną dla Oliwki na kanapie w pokoju jej siostry.

Położyliśmy się. Po krótkich namowach Oliwka zdecydowała się w końcu zdjąć halkę. Zacząłem głaskać jej piersi i plecy. Delikatnie, nie spiesząc się donikąd. Tak leżąc i pieszcząc się po trochu, przegadaliśmy pół nocy.

Około trzeciej powiedziała, że nie pomyliła się co do mnie.

— W jakim sensie?

— A, bo od razu jak cię zobaczyłam, to wiedziałam, że się w tobie zabujam.

— I zabujałaś się? — Położyłem jej dłoń na moim przyjacielu.

— Tak.

— Ja też nie mogłem się tobie oprzeć od pierwszego spojrzenia. — Jeszcze raz tamtej nocy znalazłem drogę wgłąb Oliwki. Ale spokojniej niż poprzednio. Respektując reguły ciszy nocnej.

Zasnęliśmy po świcie. Wcześniej przezornie nastawiliśmy budziki na ósmą. Żeby Weronika, wróciwszy do domu, nie zastała nas razem w jednym w łóżku.

Nad ranem obudziliśmy się nie tylko my, niewyspani, zmęczeni nocą. Ale też wątpliwości: czy dobrze zrobiłem, uwodząc młodą kuzynkę? Czy nie przegiąłem, uprawiając z nią seks bez zabezpieczenia? Czy coś w ogóle czuję do niej i czy chcę kontynuować ten nagle zaczęty związek?

Czasu na przemyślenia miałem pod dostatkiem, bo przez cały dzień nie spotkałem Oliwki na osobności. Przyjechało więcej gości. A że cała organizacja pogrzebu spadła na barki Justyny, matkę Oliwki, dziewczyna musiała pomagać. Najlepsze, co ja mogłem robić, to nie przeszkadzać.

Wieczorem okazało się, że razem z Oliwką ma nocować jeszcze jedna przyjezdna kuzynka. W podobnym wieku. Tym samym perspektywa powtórki nocnych igraszek we dwoje, tak żebyśmy nie zostali przez nikogo zauważeni, przestała być aktualną. Tym nie mniej, i wbrew głosom mojego etycznego ego, nie dałem sobie odebrać przyjemności pobycia razem z Oliwką. Dopadłem ją, kiedy szła do łazienki z piżamą pod ręką.

— Idziesz się kąpać? — spytałem cicho.

— Tak.

— Idę z tobą.

Znowu bezczelnie poskąpiłem pytań. Rozebrawszy siebie i Oliwkę, kazałem jej oprzeć się o wannę i stanąć w rozkroku. Wziąłem ją od tyłu, w pośpiechu, bez długich czułości jak dzień wcześniej. Tak, jak by kopulacja zwyczajnie mi się należała. Dla młodej dziewczyny takie potraktowanie na pewno nie mogło być miłym.

W czasie mszy, pochówku i stypy Oliwka unikała mnie i mojego spojrzenia. Było jasne dlaczego. Rozstaliśmy się, podając sobie dłonie, chłodno, wymuszenie, na pokaz. Udając, że nic się stało, z przyklejonym do buzi sztucznym, rodzinnym uśmiechem. Taka to była jednodniowa miłość. Zwyczajna tragiczna miłość w związku ze śmiercią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz