16 stycznia 2018

Krzyk

...
- Aaa! – W gardle Iwony rodzi się krzyk, niepodobny do czegokolwiek znanego mi do tej pory. Krzyk swobodny, niepoddający się żadnej kontroli. 
Krzyk ten wypełnia natychmiast każdy centymetr sześcienny mieszkania numer trzynaście na trzecim piętrze w bloku przy Narutowicza siedem.
© Yolanda Dorda

Z prędkością dźwięku przenika do sąsiednich mieszkań. Drażni uszy głuchej sąsiadki z naprzeciwka. Dopada emeryta pod jedenastką, niegdyś nauczyciela i szeregowego członka partii, obecnie filatelistę. Gwałci sumienie staruszka dokładnie w tej chlwili, gdy klaster otwiera się na limitowanej serii znaczków z papieżem Polakiem. Na pamiątkę pierwszej pielgrzymki na ojczyzny łono. 
Przez kuchenny lufcik wyfruwa krzyk na ulicę. Licealistę Lucjana przekonuje do odwiedzenia apteki w celu nabycia pierwszej w życiu prezerwatywy. W koleżance Lucjana Jessice zasiewa natomiast ziarnko wątpliwości. Ziarnko jutro po południu wykiełkuje decyzją, że póki co Jessica ograniczy się do pettingu. Lucjan obrazi się oczywiście i spożyje lekarstwo w innym dziewczęciu, bardziej skorym do eksperymentów. W ten sposób dzisiejszy krzyk Iwony wyświadczy przysługę Jessice i Lucjanowi, zapobiegając przewlekłemu narzeczeństwu i rozwodowi miesiąc po weselu.
I w jeszcze jednym umyśle wprowadzi krzyk zmiany. Przestawi wskazówki w głowie zegarmistrza, tego, co ma warsztat na Armii Krajowej. Pan Adam zrozumie, że jego zegar tyka nieubłaganie i że czas najwyższy znaleźć żonę, póki są jeszcze włosy na głowie. Gdy się za długo zwleka, można przegapić ostatnią okazję.
Wędrówkę przez miasto zakończy krzyk w uchu listonosza. Tak już jest na Mazowszu, że krzyk kończy żywot w uchu jednej z dwóch osób, listonosza lub księdza. Tym razem bliżej krzykowi do ucha Piotrka, który akurat zmierza po schodach do dziadka, starego belfra spod jedenastki. Co zrobi Piotrek z tym krzykiem, lepiej nie pytać. Listonosz też człowiek. Ma prawo do tajemnicy korespondencji.
Krzyki kopulacyjne towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Opisywali je już starożytni Sumerowie. Śpiewali o nich eunuchowie Sulejmana Wielkiego opiewający wiekopomne dzieła sułtana w alkowie. Wspominał też o nich profesor Starowicz. Krzyki tak doniosłe wokalnie i tak bogate w skutki jak ten krzyk Iwony, choć występują w literaturze przedmiotu, są zjawiskiem dość rzadkim. Nie poddającym się lekko badaniom naukowym. Dlatego też o etiologii i fizjologii tych krzyków medycyna może jeszcze niewiele powiedzieć. Jedno jest jednak pewne. Krzyk taki zwiastuje orgazm kobiecy, który nastąpi nie po lub w trakcie, lecz przed aktem kopulacji. W żargonie fachowym mówi się w związku z tym o orgazmach ponaddźwiękowych i o clamor praecopulativus czyli o okrzykach przedwłożeniowych. Rok temu czytałem o tym artykuł w Wiedzy i Życiu.
Taki właśnie clamor wydała z siebie mama przyjaciółki mojej nastoletniej córki. Clamor, który lecąc do ucha listonosza, wrócił do pokoju na pół mgnienia oka i złożył nam relację z wędrówki po mieście. Krzyk, którego nigdy nie zapomnę. 

O tym, jak krzyk powstał, przeczytasz w opowiadaniu Pyjama party o miłości rodzicielskiej, małżeńskiej, pozamałżeńskiej, wyimaginowanej i zdradliwej. O pokusach, marzeniach i pułapkach sennych. Zapraszam serdecznie.